Samotność

Tylu ludzi wokół mnie, a ja wciąż czuję się samotna.

Doceniam wszystkich dobrych ludzi, których spotkałam w swoim życiu. Doceniam również tych niezbyt dobrych dla mnie, ponieważ wszystkie moje znajomości ukształtowały to, kim jestem teraz i dostarczyły doświadczeń. Jednak czuję, że coś jest nie tak.

Nie jestem dobra w nawiązywaniu znajomości. Czasem mam zachowania z pokroju fobii społecznej. Boję się jak ocenią mnie inni ludzie. Często wstydzę się zachowywać naturalnie, odzywać się. Wolę się dystansować od ludzi, żebym nie przejęła się, gdyby mnie nie polubili, albo gdyby okazało się, że tylko udają, że mnie lubią. Dlatego mimo wszystko, że ludzie są wokół mnie, nie czuję ich obecności.

Jest to bardzo przykre, ponieważ wielu z nich jest cudowna i chciałabym być z nimi szczera i spędzać jak najwięcej czasu. To moje własne bariery mi na to nie pozwalają. Pozostaje zadać sobie pytanie; co jest gorsze? Zaryzykować i być może przeżywać brak akceptacji czy żyć w samotności i niezrozumieniu? Nie znam odpowiedzi na to pytanie i sama nie zdecydowałam, co by było dla mnie lepsze.

Zawsze byłam indywidualistką i wydawało mi się, że mogę przeżyć całe życie sama. Nie potrzebuję niczyjej pomocy ani kogoś, komu mogłabym się zwierzyć. Jednak życie pokazało mi, że tak się nie da. Trochę się tym rozczarowałam i moja samoocena spadła dramatycznie. Na szczęście mam teraz kogoś, komu mogę ufać i jest to prawdziwy dar. Dlatego tak bardzo frustruje mnie to, że moje relacje z ludźmi nie są takie jakbym chciała. Być może jest to dowód na to, że powinnam spróbować wyjść ze swojej strefy komfortu. Dać innym szansę. Nie traktować ich jak zagrożenie.

Przeszkodą może być to, że nadal moja samoocena jest zbyt niska. Jak mówi RuPaul:

„If you don’t love yourself, how the hell you’re gonna love somebody else?”

I mam z tym pewien problem, bo wydaje mi się, że jestem zdolna do miłości. Ale co, jeśli to jest powód, dla którego w tej miłości cierpię, zamiast być szczęśliwą?

Myślę, że jeżeli moje rozważania mają mieć jakikolwiek sens, to właśnie taki, że podstawową rzeczą od jakiej należy zacząć zmieniać swoje życie na lepsze, to właśnie akceptacja siebie i sytuacji w jakieś się znajdujesz. Również tej samotności. Niestety jak to zrobić, nie mam pojęcia, ponieważ zmagam się z tym od jakiegoś czasu. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Jeżeli ktoś, kto to czyta, ma jakieś doświadczenia w tym temacie, to zachęcam do podzielenia się.

Trzymajcie się ciepło

Daria

Reklamy

Wszystko zaczyna się od myśli

Jak zacząć sobie pomagać? Dzisiaj chciałabym się skupić właśnie nad tym, ponieważ początki są najtrudniejsze.

Zauważyłam, że ostatnio często chcę coś zrobić lub nawet powinnam, lecz coś mnie powstrzymuje. Jest to obawa przed tym, czy mi się uda, czy podołam. W trakcie złych dni bałam się nawet wyjść z domu, bo nie wiedziałam, co mnie może spotkać, a co dopiero pomyśleć o załatwianiu jakichś spraw. Dużo łatwiej jest leżeć w łóżku przez cały czas. Jednak często też było tak, że gdy udało mi się zebrać i w końcu coś zacząć, to poszło całkiem nieźle i nawet nie był to aż taki wielki wysiłek, na jaki się nastawiałam. Te myśli, które towarzyszyły mi zanim zdecydowałam się podjąć jakąś czynność, podpowiadała mi depresja. I może nie jest tak, że jeśli już coś robię, to zawsze mi to wyjdzie, ale za każdym razem uczę się czegoś o sobie i rozwijam się. A stojąc w miejscu i leżąc w łóżku nie poprawi się nic.

W zapoczątkowaniu czynności przeszkadzają mi przede wszystkim negatywne myśli. Dlatego prawdą jest, że wszystko zaczyna się właśnie od nich. Jeśli w głowie mamy zakodowane, że nam się nie uda, to jakim cudem ma się wydarzyć coś innego. Robiąc to, nie będziemy zorientowani na sukces. Nie damy z siebie wszystkiego, bo po co się wysilać, jeśli nic z tego nie będzie, tylko wrócimy z powrotem do „łóżka”.

Zawsze drażniły mnie coachingowe teksty, że wystarczy jakiś prosty krok, żeby osiągnąć sukces. Że wystarczy codziennie rano krzyczeć do lustra, że jesteśmy zwycięzcami. Nadal w to nie wierzę, ale motywacja i to, co jest w naszej głowie, świadczy o tym, co się z nami dzieje. Dlatego spójrzmy realistycznie, jak to „my z depresją” lubimy robić.

Odpowiedzmy sobie na pytania:

W jakim miejscu się znajduję, a gdzie chciałbym być?

Co muszę zrobić, by się tam znaleźć?

A potem powiedz: Mogę to zrobić.

Bo przecież, czemu nie? Czy to, że chorujemy na depresję sprawia, że na coś nie zasługujemy? Czy dalej będziemy pozwalać, by ta choroba powtarzała nam w głowie, że się do czegoś nie nadajemy? Przecież to sprawia nam ból, a tego bólu chcemy się pozbyć, bo ciężko nam się z nim żyje. Dlatego powiedzmy:

Mogę wyjść z depresji.

Tak racjonalnie. Mogę to zrobić, więc to zrobię.

Zdaję sobie sprawę, jak jest to trudne. Ale te pozytywne myśli to MY, a nie te negatywne. Długo mi zajęło, by sobie to uświadomić i nadal muszę sobie to przypominać każdego dnia. Zawsze, gdy chcę się poddać. Zawsze, gdy nie widzę sensu. Jeśli dzisiaj nie wyszło, to postaram się jutro. Jeśli dzisiaj ta myśl do mnie nie trafia, to pomyślę nad tym jutro. Małymi kroczkami. Nastawiona na długą drogę. Nikt mnie nie goni. Jestem tylko ja ze swoimi myślami.

Życzę Wam dużo cierpliwości

Daria

Co jest ze mną nie tak?

Czy tylko ja zadaję sobie to pytanie?

Pewnie większość z Was również, lecz problem zaczyna się wtedy, gdy przestajesz widzieć pozytywy bycia takim, jakim jesteś. Gdy całe Twoje życie opiera się na tym, by udowadniać sobie swoją wartość. Gdy żyjesz pod ciągłą presją, że czujesz w sobie tyle emocji, że chcesz je odreagować na sobie, bo boisz się ich ujawnienia. Gdy wszystko przestaje tracić sens, bo wiesz, że nigdy nie osiągniesz swojego ideału. Gdy uświadamiasz sobie, że świat generalnie nie ma sensu i przestajesz już rozumieć innych ludzi. Czemu oni się tak starają? Z czego się cieszą? Nie chcesz już z nimi przebywać, bo przecież przeszkadzasz. Nie jesteś tak zabawna jak oni. I zostajesz sama, a powoli wymyka Ci się wszystko z rąk. I co teraz?

Być może taka historia jest Ci znajoma. Nie trzeba się tego wstydzić. Nie jesteśmy sami. Jednak dobrze wiem, jakie to jest trudne. Jak czasem trudno jest po prostu żyć.

Postanowiłam założyć tego bloga, by spróbować wyrazić swoje uczucia, co myślę, że pomoże mi w wyzdrowieniu. Ponadto wiem, że są ludzie, którzy czują właśnie to samo, co ja i właściwie tylko oni mogliby mnie zrozumieć. Być może moje wpisy okażą się dla kogoś pomocne.

Nie jestem depresyjnym człowiekiem. Jestem człowiekiem, który choruje na depresję, ale moje zaburzenia mnie nie definiują. Warto o tym sobie przypominać. Jestem za to człowiekiem, który bardziej niż inni musi pracować nad sobą, ma przed sobą długą drogę, ale na nią wszedł. Jest to coś, z czego jestem dumna. Wiem, że czeka mnie jeszcze sporo pracy, ale chciałabym wynieść z tego jak najwięcej.

Niedługo odezwę się znowu.

Daria